e-Bóg Google ofiarą własnego marketingu.

Tak, tak, pamiętam czasy gdy Google oficjalnie zaprzeczało istnieniu SEO.  Celem takiego działania Google była niezłomność ich algorytmu wyszukiwarki, który to musiał być najlepszy pod każdym względem, najwydajniejszy, najcudowniejszy, naj…

Oczywiście (dla niewtajemniczonych) należy dodać, że SEO dawno istniało - tylko działania w dużej mierze były wykorzystywane  dla osiągnięcia własnego celu (np. poprzez podniesienie pozycji strony, na której były reklamy Adsense)  więc rozgłos nie był wskazany. Później ktoś wymyślił usługę zewnętrzną i SEO musiało oficjalnie zaistnieć w sieci.

Pamiętam zdziwienie internautów gdy na frazę “kretyn” w wynikach wyszukiwania pierwsza pokazywała się strona sejmowa Andrzeja Leppera.Ignoranci twierdzili, że to włam na stronę a inni z niedowierzaniem patrzyli jak to możliwe skoro algorytm Google jest taki nieomylny.

Dziś propaganda Google zaczyna zataczać krąg i ich ideały (wytyczne dla webmasterów, spam raport, etc) zaczynają coraz bardziej dotykać samo Google. Jeszcze “wczoraj” nieświadoma grupa “Dzieci Neostrady” (pogardliwe określenie na wszędobylskich, wszystkowiedzących 12-to latków, którym neostradę założyli rodzice) zaczyna dorastać i przepełniona ideałami z “lat młodości” zaczyna dostrzegać, że ich e-Bóg jest hipokrytą.

Otóż na swoim blogu Matt Cutts (zwany Matem Ściemniaczem) podobnie jak w ubiegłym roku zapytał o propozycję działań antyspamowych jakie Google powinno podjąć. Internauci złożyli sporo różnych pomysłów (o czym nieco więcej napisała Lexy w artykule Walka ze spamem w 2010 roku - mnie jednak zainteresowało kilka punktów świadczących o dorastaniu “Dzieci Neo”a tym samym o hipokryzji Google.
Wśród wielu pomysłów można znaleźć takie jak:

  • walka ze stronami powielającymi treść (w tym z agregatorami RSS). Przypomnę, że “my” pierwsi zaczęliśmy stawiać agregatory treści, dopiero później Google wprowadziło własny agregator nas karząc banami a swój hołdując ponad wszystko;
  • walka z porównywarkami cen, których wieloletnie istnienie i duża liczba zaindeksowanych stron mocno ogranicza istnienie nowych sklepów w sieci;
  • obniżenia wagi wieku domen;
  • usunięcie wyników “real-time search” (wg niektórych Google w ten sposób zaśmieca własne wyniki);
  • reagowanie na zgłaszanie spam;

Ot i tyle na dziś. Sądzę, że dożyję jeszcze czasów mniejszego bądź większego upadku Google - nie wiem tylko czy będę się z tego cieszył czy żałował.

One Response to “e-Bóg Google ofiarą własnego marketingu.”

  1. Ząbek Says:

    Trzeba przyznać, że kilka propozycji we wpisie Matta było dość absurdalnych :) Szczególnie właśnie te agregatory RSS oraz obniżenie wagi wieku domeny.

    Oczywiście wszystko ma swoje plusy i minusy, ale uważam, że jeśli domena ma jakąś dłuższą dobrą historię to dlaczego nie miałaby z tego powodu dostać kilka plusów ? Minusem może być fakt, że ciężko byłoby się przebić nowym i dobrym stronom ponad te starsze.

Zostaw komentarz